War Journal


zakochałem się bez wzajemności

Posted in dwa koła by kane on the June 24th, 2008

ehhh… głupi ja wczoraj wziąłem do ręki jakiś magazyn dla dorosłych chłopców i była na rozkładówce…
http://vd-classic.motorcycle-blog.fr/page2.html
nie mogłem wczoraj zasnąć.. rum nie smakował jak przedwczoraj, KM nie śmieszyło jak kiedyś..

:(
zdaje się że na zimę zamknę się w garażu i na wiosnę wyjadę z niego na mojej suczy zrobionej na kształt:

drogie bravo, pomóż….

moja droga do szkoły

Posted in życie by kane on the May 26th, 2008

Witajcie.
Jak pewnie się orientujecie lata mojej młodości przypadły na burzliwe lata osiemdziesiąte.
Były to czasy gdy Ola i Ala szły do szkoły przez pola nie dlatego, że nie było dróg, tylko dlatego że były przedstawicielkami klasy robotniczej, a przedstawiciele klasy robotniczej lubią mieszkać na wsi.
Przedstawiciele klasy robotniczej lubili mieszkać na wsi, nie dlatego że było tam dobre powietrze, tylko dlatego że naród potrzebował mleka, które mógł potem oddać Związkowi Radzieckiemu.
Uczyłem się też o czarnym złocie, które w pocie czoła wydobywał górnik. Górnik też był klasą robotniczą i też pracował ciężko abyśmy mieli węgiel, który potem mogliśmy oddać Związkowi Radzieckiemu.
Pamiętam też codzienne komunikaty o stopniu zasilania gazem dla miasta Warszawy. Pewnie dlatego że nadmiar oddawaliśmy Związkowi Radzieckiemu.
Ogólnie jedyną rzeczą, której od nas Związek Radziecki nie chciał to jego własna armia czerwona.
No ale wracajmy to meritum.
Więc Ola i Ala, Bolek i Lolek.. Czterej pancerni i pies… same nowoczesne małżeństwa.
Co mogło wyrosnąć z ludzi wychowywanych w takich warunkach?!

Do dziś pamiętam jak w przedszkolu i na szkolnej świetlicy kiedy przychodziła moja kolej aby iść do kąta (wszyscy chłopcy bili dziewczynki i rzucali się krzesłami, ale ponieważ w sali było tylko sześć kątów to opracowano system rotacyjny.. podobny do tego który stosuje nasza służba więziennictwa, zawiadamiająca przestępców, że w związku z ograniczoną ilością miejsc odbywanie kary przez obywatela nastąpi najprawdopodobniej w przyszłym roku) kąta [powtórzenie - to na wypadek gdyby jakiś bystrzak już stracił wątek] ogłaszałem, że żyjemy już w DEMOKRATYCZNYM kraju i będę robił co mi się podoba i z pewnością nie będzie to pójście do kąta.

Do dziś bawi mnie moje dziecięce postrzeganie ‘demokracji’.
Mniej bawiło mnie to, że zawsze i tak lądowałem w kącie, ale dodatkowo miałem czerwone uszy.
Stałem więc w tym kącie i mruczałem coś, co dziś wiem że doskonale opisał Jacek Kaczmarski w ‘Przedszkolu’.
Nie wiem czy ta sytuacja czyni ze mnie najmłodszą ofiarę komunistycznych represji (bo umówmy się, że panie przedszkolanki z pewnością nie przechodziły weryfikacji, więc kto wie ilu agentów tam siedziało) [wśród uczniów byli też agenci.. a raczej… agentki, ale o tym miałem się dowiedzieć raczej w ostatnich latach nauki ;) ] represji [znacie już ten zabieg stylistyczny], ale z pewnością cierpiałem za miliony.
Potem poszedłem do szkoły.
W szkole jak to w szkole, raz lepiej - raz gorzej.
W miarę szybko szkoła dowiedziała się o mojej opozycyjnej przeszłości i przydzieliła mi agenta z bratniej republiki.
Daniel S. który dziś jest znanym artystą realizował się twórczo posyłając mnie na łopatki, (nie wiem czy czyni to z Pragi Północ zagłębie artystyczne, ale jeśli tak, to wiem czemu od dawna nie byłem w dobrej galerii) lub wraz ze swoim bratem powalając pięknem Hendrixa czy innych wielkich muzyków, których poznawałem dzięki Braciom.
Zapisałem się więc na karate, z którego szybko usunięto mnie za nadmierną brutalność… mnie.. opozycjonistę!
Poszukałem więc innej sekcji.
W międzyczasie zdążyłem być fanatycznym ekologiem, pacyfistą, anarchistą, deathmetalowcem… ale ostatnio i tak jestem brany za dobrze ubranego chuligana.

Ale szkoła… droga do szkoły.
ok.
miała być ‘Droga do Pracy’ ale to znów kojarzy się z ‘Drogą do oczyszczenia’ gdyby rozważać ‘pracę’ w kontekście religii zachodnioeuropejskich.
Dodatkowo droga do szkoły przywołuje u niektórych z nas miłe wspomnienia.. w odróżnieniu od pierwotnego tytułu.

A cały ten wstęp napisałem po to aby pokazać Wam jak wygląda moja droga do pracy, bo sądzę że mam jedną z najbardziej malowniczych z możliwych.

http://picasaweb.google.com/famous.drinker/MauritiusDrogaDoPracy
pozdrawiam :>

expect the unexpected

Posted in życie by kane on the May 26th, 2008

Brak notek oznacza początek kolejnego tygodnia.
Dzisiejsza będzie dość hermetyczna bo i dnie wyglądają podobnie, więc ile się można tą samą drogą zachwycać ;) Tak więc mam czas na dokładniejsze oglądanie okolicy a nie tylko podziwianie widoków.

Niestety w biurze się siedzi dłużej niż w Polsce i jak przyjeżdżamy o 9 to normą jest wyjście o 19.
Z tego powodu np. zakupy są weekendowe, bo rano jest na nie za wcześnie (wszystko jest otwierane o 9) a wieczorem za późno (wszystko jest zamykane o 17-18… a chleb kupiony o 19 ma współczynnik +2 do ogłuszenia i +5 do broni jednoręcznych).
Tak więc tydzień jest dość monotonny.. prysznic, kawa/herbata i dwie miski płatków podczas kolejnego odcinka The Shield. Prasowanie, szukanie komórki i do pracy.
O pracy opowiadać nie mogę, bo jak sami widzicie po antenach na zdjęciach pracuję w dość specyficznym miejscu ;)
Za to powroty zawsze są ciekawe.

Pamiętacie jak pisałem o wąskich drogach kiepskiej jakości?
To wyobraźcie sobie taką scenkę.
Wracacie po dziesięciu godzinach pracy umysłowej.
Jest już dawno po zmroku, wyjeżdzacie z miasta, latarni nie ma.. albo stoją przy domu (co kilometr), droga jest piękna. Palmy, lśniący czernią ocean, odgłosy przyrody.
I tak wspinacie się po kolejnych wzgórzach, pokonujecie kolejne serpentyny i nagle na zakręcie.. lub dwadzieścia metrów za nim (bardzo możliwe że również na wzgórzu) stoi zaparkowany samochód. Dajecie więc na prawo, szybko wymijacie i stwierdzacie że macie szczęście że z naprzeciwka nic nie jechało.
Nagle w świetle reflektorów widzicie rdzennego mieszkańca wyspy ubranego w czarną koszulkę, który jedzie na czarnym rowerem, bez świateł w czarną noc.
Nie wiem z czego to wynika, ale takie sytuacje są tu na porządku dziennym.

Podobnie jak to że po zmroku ludzie siadają na skraju jezdni, lub przystają z rowerami, motocyklami i rozmawiają ze znajomymi.. oczywiście nie zostawiając żadnego oświetlenia.
Wczoraj pierwszy raz od mojego przyjazdu spadł deszcz, w połączeniu z wilgotnością i temperaturą stworzył na szybie taką mozaikę, że poprosiłem kolegę aby prowadził, bo ja nie chciałem brać odpowiedzialności spodziewając się niespodzianek na drogach.
koszmar.

Może niektórzy z Was pamiętają jeszcze stronę WiejskiTuning, która swego czasu była bardzo popularna z racji zachłyśnięcia się młodych Polaków możliwością sprowadzenia z Niemiec najbardziej pospolitego samochodu świata (umierającego Golfa II) i zrobienia z niego czegoś niepowtarzalnego.
W tym celu montowano podświetlenia podłóg, dodatkowe zestawy reflektorów, diody, trzy spoilery, wloty powietrza do niewiadomo_czego i obowiązkowy zestaw naklejek.
Ludzie mają tu fantazję, niebieskie światełka są wszędzie, bardzo często zresztą się przydają… bo wymienić żarówkę w przednim świetle jest ciężko… a taka dioda zawsze może robić za pozycyjne ;)
Widziałem też piętnastoletniego Nissana Urvana z całą kolumną naklejek Bose, Brembo itd… czasem widzę nawet naklejkę Ohlinsa ;)
ale i tak nic nie przebije BMW model… 580.
I niech mi ktoś powie, że Polacy mają kompleksy ;)

Właśnie wróciłem z lunchu, gdyby w Polsce ktokolwiek zabrał mnie w takie miejsce z którego właśnie wróciłem to wpierw bym go wyśmiał a potem zadzwonił po sanepid.
Tutaj to jednak.. hmmmm.. nie chce mówić, że normalne bo nie widziałem zbyt wielu kuchni, ale ZDECYDOWANIE należy nie iść z ‘lokalsem’ do szefa kuchni aby zapytać się co jest najlepsze. Można stracić apetyt.

Cały czas staramy się umówić na naukę nurkowania, ale oczywiście ponieważ nie jesteśmy tu jako turyści to mamy na to weekendy, a wtedy większość instruktorów ma albo wolne albo ’specjalne eventy’. Więc chwilowo spędzamy je grając w squasha, na plaży lub na zakupach.

Chwilowo straciłem kolejny tydzień czekając na internet. Okazało się że na zgłoszeniu brakowało podpisu właścicielki linii, bo linia jest na jej panieńskie mieszkanie, a na upoważnieniu dała mi dowód z jej nowym nazwiskiem.
Oczywiście NIKT do mnie nie zadzwonił i tylko to że manager CC jest aktualnie 20m od mojego biura to dowiedziałem się o co chodzi. Tak więc mam nadzieję, że niebawem będę dostępny na GG czy Skype.
Chwilowo mogę odbierać SMSy i czasem coś wysłać ;)

Nihil novul sub sole…

Posted in życie by kane on the May 26th, 2008

oj sole, sole…
w Szczecinie nie ma prądu, bo śnieżyca przeszła a tutaj stabilne 28, klima na 20 stopni, wentylator w salonie i siedzisz na tarasie z zimnym Blue Marlinem w łapie i patrzysz na palmy.
Nie będę znów opisywał widoków bo to już nudne.
zwyczajnie odwiedzajcie picassę co dwa dni i znajdziecie nowości ;)
(przeszedłem na grupowanie zdjęć wg tematów, a nie dat.. bo to ma chyba więcej sensu przy tak długim wyjeździe)

Dziś trochę o drogach.. bo w sumie to sporo czasu spędzamy w samochodzie.
na całej wyspie drogę dwupasmową zobaczysz chyba tylko w miastach, lub na jedynym ‘highwayu’. Cała reszta to szersze lub węższe jednopasmowe drogi jedno jezdniowe.
Pobocza charakteryzują się pewną dwoistością.. albo są albo ich nie ma ;)
za każdym razem są takie same, twarda szutrowa nawierzchnia niezachęcająca do zjechania na nią przy prędkości większej niż 20km/h.
naturalnym więc jest, że każdy zatrzymuje się na jezdni, co przy obecności jednego pasa sprawia, że wymijanie jest elementem powtarzającym się co minutę…
oczywiście żarówki do kierunkowskazów są drogie, a miejscowi nie słyną z rozrzutności.
Przy okazji o podczas wyprzedzania obowiązuje prawo silniejszego… więc jeżeli na pasie jadącej ciężarówki lub autobusu coś się zatrzymało to spokojnie możesz oczekiwać, że ta ciężarówka za dziesięć sekund zacznie pędzić Twoim pasem niespecjalnie przejmując się twoją obecnością…
tak więc kolejny raz cieszymy się z faktu wybrania Micry zamiast Hiluxa ;)
Chociaż ten drugi zdecydowanie lepiej się nadaje do parkowania ponieważ o ile z miejscami do parkowania ogólnie nie ma kłopotów, tak już z kanałami burzowymi o głębokości 20cm w których zazwyczaj się staje jedną osią już pewien problem jest.

Teraz chwila o motocyklach. Myślałem że pożyczę sobie jakieś enduro aby pozwiedzać wyspę ale po tym jak zobaczyłem że motocyklistów traktuje się tu jak kolejny niezbędny przerywnik pomiędzy rozjechanym psem, kotem a innym drapieżnikiem… ochote mi przeszła.
ogólnie jedyną zaletą posiadania motocykla jest całkowity brak problemu z parkowaniem, bowiem wszędzie są wyznaczone miejsca dla parkowania wyłącznie dla motocykli/rowerów.
W całej stolicy ani razu nie widziałem samochodu na miejscu dla motocykli czy inwalidy… widać inna mentalność.
oczywiście ludzie specjalnie nie przejmują się bezpieczeństwem i jeżdzą w garnkach na głowach, chociaż trzeba przyznać że standardowy kask motocyklowy średniej klasy pewnie dwukrotnie przewyższa wartością typowy miejscowy motocykl.
Widziałem jedynie kilka GSRów, RRek i jedną R1.
z przyjemnością zauważyłem że policja porusza się tu na ślicznych GSX750.
Policja? o właśnie.. jak już wspomniałem nie ma tu praktycznie wielopasmowych ulic, ale rano jeździ się przyjemniej niż w warszawskim korku.. jak to zrobiono? bardzo prosto.
mała ilość sztywno ustawionych świateł, sporo rond i patrol policji kierującej ruchem na każdym większym skrzyżowaniu.
Policjant na motocyklu przyjeżdza o 7 na rondo na obrzeżu miasta, blokuje kołowy ruch tak że z ronda robi się ulica wjazdowo-wyjazdowa z centrum i koniec.
rozwiązanie fantastyczne.
innym niebezpieczeństwem czekającym na motocyklistę są wszystkie dziury, hopki, uskoki na jezdni…
jeżeli ktoś narzeka na Nowoursynowską to niech się tu nie pojawia.
normalnym jest fakt zmiany jakości nawierzchni dokładnie pośrodku zakrętu.
za to szutrowe pobocza kuszą… może później..
chwilowo cały czas zdarza mi się zamiast kierunkowskazu włączyć wycieraczki i szukać drążka zmiany biegów w schowku w drzwiach… ale taki urok lewostronnego ruchu ;)

Załoga Czerwonego Szerszenia melduje.

Posted in życie by kane on the May 26th, 2008

Czołem!
Cisza w eterze wcale nie oznacza lenistwa, a jedynie to że ktoś eter wypił.
Cały tydzień wypełniony był pracą, w której ze względów bezpieczeństwa nie mamy wolnego Internetu (szybkiego też nie stwierdzono).
Tak więc pozostawała łączność bezprzewodowa w naszym ulubionym hotelu.. która przez trzy ostatnie dni pobytu również odmówiła współpracy.
Tak więc wicie-rozumicie trzeba było pracować i jeść.

Dnia wczorajszego, w godzinach porannych, przeprowadziliśmy się wreszcie do naszego apartamentu.
Leży on w dość spokojnej części wyspy, morderstw jeszcze w kwietniu nie było, kradzieże odbywają się w dni nieparzyste, a gwałty zawsze po dwudziestej pierwszej.
Ale za to do sklepu jest blisko, a basen przed domem kusi.
Niestety widziano wczoraj stado niemieckich wielorybów, tak więc we wtorek obiecali dowieźć trochę wody.

Pamiętacie jak zachwycałem się delfinami?
Dziś pojechaliśmy z ekipą na plażę… z plaży nic nie wyszło, bo właśnie rozłożyliśmy ręczniki, panie zaczęły ściągać koszulki, panowie zaczęli prężyć obiektywy, kiedy podszedł do nas kolo prosto z Jamajki i powiedział że za 600 rupii (60zł) zabierze nas na 3 godziny na ocean, za rafę na pływanie.
Jako że student groszem nie śmierdzi, poszło za 250 rupii za osobę.
Tutaj przyda się fragment Koterskiego, ten z ‘dzizas, k*** ja p****’.

Widoki są tak fantastyczne, rafa tak boska, ryb i żyjątek jest tyle…że mowę odbiera.
To już nie jeden delfin, ale ławice ryb.. płynące do Ciebie lub ukrywające się w rafie.
Mureny, ryby trąbki, ryby księżyce, rybitwy i nemo.
Tak więc po wszystkim poszliśmy na obiad.. na który za 30zł zjadłem pełen talerz kalmarów po kreolsku.

A potem już naszym Czerwonym Szerszeniem wróciliśmy do domu.
Jeżeli nadal nie wiecie co to te to to powiem, że Czerwony Szerszeń to lądowa wersja Orzeła 7.
Ma równie boskie przyspieszenie, również najlepiej działa przy zamkniętych szybach i równie mocno wali z rury przy niebiańskim przyspieszeniu 23sek do setki.

Ok.. to Nissan Micra.. z silnikiem 1.0. W sumie nie wiemy czy na 100% 1.0 ale włączenie klimatyzacji powoduje skok obrotów o 400.. co sugeruje, że na więcej nie można liczyć ;)
Jedynym co powstrzymuje nas przed otwarciem maski i sprawdzeniem silnika, jest fakt że boimy się tam znaleźć trójki Chińczyków.

Oczywiście najważniejsze jest, że pojazd jeździ, ma klime i przewiezie dwóch rosłych facetów i skrzynkę piwa…

Co dalej.
Z niepokojem obserwuję zmniejszający się poziom mojej frankofobii.
Jeszcze dwa tygodnie w otoczeniu tych przemiłych ludzi i zacznę się uczyć francuskiego…
Sama wyspa natomiast pokazała nam jak obok luksusowego osiedla może stać zamieszkany dom bez dachu.
Ludzie nadal są przemili i to że w mieszkaniu mamy pięć mrowisk w ścianach o których nam nie powiedziano jest z pewnością wyłącznie przeoczeniem.
Tak więc całą żywność trzeba trzymać w lodówce.. ma to swoje zalety. Nie szukasz na przykład wymówki aby iść po kolejne piwo.
Wiecie,
-hej Marcin.. idę napić się soku… przynieść Ci piwo?
lub
-hej Michał.. pójdę sprawdzić czy chleb nie jest za twardy, chcesz piwo?

Tak więc nie narzekamy i z pewną taką niecierpliwością czekamy na jutrzejszy świąteczny poniedziałek, na który zaplanowaliśmy małe party w naszym lokum.
Piwo, rum, cytryny, pomarancze i banany już są.
Będzie dobrze.

raport mniejszości.

Posted in życie by kane on the May 26th, 2008

Witam ponownie.
oto kolejna porcja wiadomości ze środka Oceanu Indyjskiego.

Na wstępie chciałbym pozdrowić wszystkich inżynierów i projektantów firmy Canon.
Wasze aparaty robią super zdjęcia, macie super oprogramowanie.. ale ktoś dał ciała.. ale o tym za sekundę.

Byliśmy w niedzielę na nurkowaniu z delfinami.
Sądziłem że po rejsie na Gedanii, gdy delfiny towarzyszyły nam dzień w dzień przez dwa tygodnie już nic mnie nie zaskoczy ;)
jednakże stada po 10 sztuk wyskakujące z wody były… czymś nowym.

Oczywiście bardzo bym chciał podzielić się z Wami zdjęciami, ale inżynierowie Canona postanowili nie przeciążać użytkownika sprzętu nadmiarem informacji i ‘wskaźnik baterii’ ma dwie wartości ‘brak’ (w domyśle ‘mam baterie’) i ‘wymień baterię natychmiast’.
Zgodnie ze wszystkimi prawami Murphyego ta druga wartość pojawiła się po pięciu zdjęciach zrobionych na brzegu.
Jak tylko koledzy z Francji wrócą z urlopu to postaram się ściągnąć od nich zdjęcia i kilka opublikować.

Pamiętacie co pisałem o kombinowaniu?
ups.. they did it again.
Jak zapewne pamiętacie pisałem o cyklonie na początku zeszłego tygodnia.
Otóż.. w środku wycieczki po zebraniu od nas opłaty za wyprawę, mieliśmy popłynąć do cudnej zatoki, gdzie jest cudna rafa, żyją cudne małe rybki bawiące się z cudnymi małymi krabkami, cudne małe delfinki cudnie wyskakują z wody bawiąc się przy tym cudnie…
ogólnie z opisu wynikało że poziom cukierkowatości tego miejsca przekracza poziom cud(acz)ności okładki nowego wydawnictwa  Blog27.

I wszystko by było.. cudnie, gdyby nie wielka ilość szlamu która po ostatnim (tydzień temu) cyklonie zeszła z gór wprost do oceanu i znacznie ograniczyła stopień cudności tego rajskiego miejsca.
Oczywiście wszyscy prowadzący wyprawę byli równie zaskoczeni i niesamowicie zawiedzeni tym faktem i z pewną przykrośćią powiedzieli, że w takim razie będziemy musieli skrócić naszą wycieczkę o półtorej godziny.

Wieczorem natomiast wybraliśmy się na grilla z naszymi kreolskimi przyjaciółmi.
wiecie jak niesamowitym doznaniem jest zobaczyć krzyż południa na doskonale czarnym niebie, którego kolor nie jest zakłócany przez dymy fabryk czy światła miast?
Dziś postaram się odwiedzić komendę główną, aby uzyskać potwierdzenie posiadania żeglarskich kwalifikacji i otrzymania szansy na popływanie po oceanie.

Policja?
hmm.. zauważyłem że poruszają się tutaj całkiem nieźle opancerzonymi samochodami.
na pytanie czemu, mój przyjaciel odpowiedział że to pozostałość po zamieszkach z 1998, kiedy to lokalny bard, uznawany za następcę Boba Marleya zmarł niespodziewanie po kilku dniach w silnie strzeżonym więzieniu, w którym został umieszczony po koncercie na którym zapalił skręta…
Oczywiście policja zaprzecza aby uszkodzenie kości czaszki miało cokolwiek wspólnego z działaniami funkcjonariuszy.

Jak widać nawet raj miewa swoje gorsze okresy.
Jedno jest pewne.. nie ma szans aby tutaj schudnąć.
po dziewięciu-dziesięciu godzinach w biurze idziesz z kolegami na zimne piwko (miejscowy sikacz w tym klimacie smakuje jak złoto) i zamawiasz kalmary w cieście bo są tańsze od frytek.
następnie zamawiasz kalmary chop suey a kolega z czarną fasolą … następnie po drugim piwku dochodzicie do wniosku że było tak wyborne że zapomnieliśmy zapytać się czy druga osoba chce spróbować… tak więc zaczynacie rozważać zamówienie takiego zestawu raz jeszcze… ale na odwrót.
i tak wszędzie.
każda rekomendowana knajpa nawet jeśli wygląda jak chiński bar na batorego to serwuje jedzenie na poziomie czasem nieosiągalnym dla najlepszych azjatyckich restauracji w Polsce.
jedynym problemem jest ciągła myśl, że właśnie pochłaniasz trzeci talerz smażonego dania tego dnia.
….ale w końcu jesteś w raju ;)

Wczoraj podpisaliśmy umowę wynajmu mieszkania.. w sobotę rano avis dostarcza nam samochód pod hotel i jedziemy na swoje…
oczywiście już myślimy o tradycyjnej polskiej parapetówce, co się doskonale nakłada na poniedziałkowe lokalne święto, bo mamy ochotę wypić coś więcej niż piwo… a lokalny rum jest bosssski.
(w odróżnieniu od lokalnego wina, które smakuje jak sofia, z liceum… pita na drewnianym pomoście… odbijana od barierki..)
Zdjęcia z pewnością zamieszczę kilka fotek :>

a teraz wracam do pracy…

Załoga Czerwonego Szerszenia melduje.

Posted in życie by kane on the April 6th, 2008

Czołem!
Cisza w eterze wcale nie oznacza lenistwa, a jedynie to że ktoś eter wypił.
Cały tydzień wypełniony był pracą, w której ze względów bezpieczeństwa nie mamy wolnego Internetu (szybkiego też nie stwierdzono).
Tak więc pozostawała łączność bezprzewodowa w naszym ulubionym hotelu.. która przez trzy ostatnie dni pobytu również odmówiła współpracy.
Tak więc wicie-rozumicie trzeba było pracować i jeść.

Dnia wczorajszego, w godzinach porannych, przeprowadziliśmy się wreszcie do naszego apartamentu.
Leży on w dość spokojnej części wyspy, morderstw jeszcze w kwietniu nie było, kradzieże odbywają się w dni nieparzyste, a gwałty zawsze po dwudziestej pierwszej.
Ale za to do sklepu jest blisko, a basen przed domem kusi.
Niestety widziano wczoraj stado niemieckich wielorybów, tak więc we wtorek obiecali dowieźć trochę wody.

Pamiętacie jak zachwycałem się delfinami?
Dziś pojechaliśmy z ekipą na plażę… z plaży nic nie wyszło, bo właśnie rozłożyliśmy ręczniki, panie zaczęły ściągać koszulki, panowie zaczęli prężyć obiektywy, kiedy podszedł do nas kolo prosto z Jamajki i powiedział że za 600 rupii (60zł) zabierze nas na 3 godziny na ocean, za rafę na pływanie.
Jako że student groszem nie śmierdzi, poszło za 250 rupii za osobę.
Tutaj przyda się fragment Koterskiego, ten z ‘dzizas, k*** ja p****’.
Zerknijcie na zdjęcia.
Widoki są tak fantastyczne, rafa tak boska, ryb i żyjątek jest tyle…że mowę odbiera.
To już nie jeden delfin, ale ławice ryb.. płynące do Ciebie lub ukrywające się w rafie.
Mureny, ryby trąbki, ryby księżyce, rybitwy i nemo.
Tak więc po wszystkim poszliśmy na obiad.. na który za 30zł zjadłem pełen talerz kalmarów po kreolsku.

A potem już naszym Czerwonym Szerszeniem wróciliśmy do domu.
Jeżeli nadal nie wiecie co to te to to powiem, że Czerwony Szerszeń to lądowa wersja Orzeła 7.
Ma równie boskie przyspieszenie, również najlepiej działa przy zamkniętych szybach i równie mocno wali z rury przy niebiańskim przyspieszeniu 23sek do setki.

Ok.. to Nissan Micra.. z silnikiem 1.0. W sumie nie wiemy czy na 100% 1.0 ale włączenie klimatyzacji powoduje skok obrotów o 400.. co sugeruje, że na więcej nie można liczyć ;)
Jedynym co powstrzymuje nas przed otwarciem maski i sprawdzeniem silnika, jest fakt że boimy się tam znaleźć trójki Chińczyków.

Oczywiście najważniejsze jest, że pojazd jeździ, ma klime i przewiezie dwóch rosłych facetów i skrzynkę piwa…

Co dalej.
Z niepokojem obserwuję zmniejszający się poziom mojej frankofobii.
Jeszcze dwa tygodnie w otoczeniu tych przemiłych ludzi i zacznę się uczyć francuskiego…
Sama wyspa natomiast pokazała nam jak obok luksusowego osiedla może stać zamieszkany dom bez dachu.
Ludzie nadal są przemili i to że w mieszkaniu mamy pięć mrowisk w ścianach o których nam nie powiedziano jest z pewnością wyłącznie przeoczeniem.
Tak więc całą żywność trzeba trzymać w lodówce.. ma to swoje zalety. Nie szukasz na przykład wymówki aby iść po kolejne piwo.
Wiecie,
-hej Marcin.. idę napić się soku… przynieść Ci piwo?
lub
-hej Michał.. pójdę sprawdzić czy chleb nie jest za twardy, chcesz piwo?

Tak więc nie narzekamy i z pewną taką niecierpliwością czekamy na jutrzejszy świąteczny poniedziałek, na który zaplanowaliśmy małe party w naszym lokum.
Piwo, rum, cytryny, pomarancze i banany już są.
Będzie dobrze.

Na koniec pragnę Wam pokazać miejsce z którego do Was piszę.
taras
Gorąco Was ściskam.
Pierwszy Pilot Czerwonego Szerszenia.

Mauritius, notka pierwsza.

Posted in miejsca, życie by kane on the April 1st, 2008

tak więc właśnie mija tydzień jak jestem na wyspie.

Podróż:
dzięki koledze, który okazał się starym wygą lotniczym i odwiedził stronę www.seatguru.com mieliśmy całkiem luksusowe miejsca (górny pokład Jumbo Jeta jest całkiem znośny podczas 12godzinnego lotu, podczas gdy pokład dolny po goszczeniu niemieckich i francuskich turystów po kilku godzinach wygląda równie kolorowo co stadion amerykański podczas super bowl)
Oczywiście trafiliśmy na porę ostatnich cyklonów co odczuliśmy zarówno podczas lotu jak i po wylądowaniu.

oczywiście już od początku żabojady dowalały do pieca, bo przerastało ich policzenie pasażerów, ale powiedzmy że zrewanżowali się odpowiednią ilością wina.

Jumbo na wyższym pokładzie ma super przemyślane schowki, tak że możesz mieć rzeczy pod ręką bez konieczności wstawania do górnego schowka.
pomysł fantastyczny… ale tą płaską powierzchnię wykorzystały dwa młode związki heteroseksualne aby położyć na nich swoje kochane i długo wyczekiwane dary od Boga.
tak więc po rozłożeniu fotela do snu narząd głosowy rozwrzeszczanego bachora był 15 cm od mojego ucha.
w sumie zaliczyliśmy koło 30godzin bez snu…
tak trzymać.

pierwszego dnia na szczęście obyło się bez przemęczania w biurze, bowiem cały budynek został ewakuowany z racji nadchodzącego cyklony jakieś pięć minut po naszym przybyciu.
tak więc można było spokojnie odespać.

zakwaterowano nas chwilowo w jedynym hotelu w mieście do którego zapuszczają się zagraniczni biznesmeni nie będący nowożeńcami.. lub szejkami.
pokój składa się z gigantycznego łózka, gigantycznej kabiny prysznicowej, stolika na ścianie na którym mieści się laptop (ale bez stacji dokującej) lub kieliszki z winem i coś jeszcze…
wyraźny sygnał że nikt na tą wyspę nie przyjeżdża sam ;)

Okazało się, że Wielcy Znani Designerzy Rządzący Modą, mają fabryki na Mauritiusie.. (chodzi tu oczywiście o słynną z wysokiej jakości lokalną bawełnę, a nie bezduszne wykorzystywanie miejscowej siły roboczej)
Tak więc kupując dwie pary eleganckich spodni, kilka koszul i pasek.. wydałem coś koło 400zł.
(dla porównania cen usług i produktów… taniej jest kupić nową koszulę [ok.. niekoniecznie D&G ale super jakości] niż oddać starą do prania w hotelu)

jak sami widzicie ceny mogą być uznane za ‘przystępne’, jeżeli czegoś jestem pewien to tego że już nie skuszę się w Polsce w knajpach na owoce morzą. i niech to będzie czwartek i dostawa prosto z Okęcia.. to nie to.
tylko sushi jeszcze w Polsce można jeść :)

Wyspa jest bajeczna, ale pełna dziwnych rzeczy.
stolica wydaje się być kompletnie wymarłym miastem po godzinie 18.
dlatego już wiemy, że na zakupy wychodzi się w porze lunchu.. w największym skwarze, ale jest to jedyna możliwość kupienia czegokolwiek. nawet na bulwarach o godzinie 20 czynne są tylko większe knajpy.

Sobotę spędziliśmy na szukaniu mieszkania.
ponieważ minimum to trzy sypialnie w mieszkaniu to musieliśmy od tego zacząć i pogodzić się z marnowaniem metrażu (jest nas dwóch)

usiądźcie.

za standardowe mieszkanie.. +-80-120 metrów.. lub za trzy poziomowy dom (160m) każdy z trzema klimatyzowanymi sypialniami, dwoma, trzema lazienkami, zawsze wpelni wyposażony w AGD i RTV… basenem osiedlowym (zobaczcie na zdjeciach jak wyglądają takie baseny), osobą do sprzątania dwa razy w tygodniu, ochroną 24/7…
płacimy średnio 2,5 - 3 tysiące złotych.
wspomniałem że z takiego apartamentu jest zazwyczaj dwieście metrów do oceanu?
no to wspominam…

ocean jest boski…
ponieważ potraktowaliśmy tą wyprawę po mieszkanie jako business trip to nie wzięliśmy np kąpielówek… ale jak zobaczyliśmy ocean to uznaliśmy że pora odwiedzić sklep .. i po pięciu minutach byliśmy w wodzie.

oczywiście są pewne minusy…
mimo tego że Mauritius jest dużo bliżej Afryki niż Indii, to widać że ludność z kontynentu azjatyckiego jest tu dużo częściej spotykana.
kłopotem więc było znalezienie butów o rozmiarze 46 (o 47 nie mówię) lub spodenek 38.
koszule?
wchodzisz do sklepu zajmującego się sprzedażą wyłącznie koszul i widzisz dwieście modeli… ale kiedy pytasz się o XL.. możesz wybierać spośród czterech. chyba ze poczekasz dwa tygodnie.

next…
nie można zwyczajnie podpisać rachunku w restauracji… tylko RAZ zdarzyło nam się że rachunek odpowiadał zamówieniu.. a tak to zawsze przypadkowo podwoją ilość piwa, dopiszą startery, czy dadzą dwa dania.

i na koniec…
zamawiać wyłącznie to co jest w karcie. z ceną.
poprosiłem w zarekomendowanej restauracji Long Island Ice Tea (ktorego nie bylo w karcie, ale uznałem ze Longa kazdy barman zrobi).. niestety barman nie umiał zrobić.. więc do kolacji za 20zł zamówiłem drinka za 10zł.. kiedy przyszła pora na drugiego, kelner przyszedł i powiedział ze jest drugi barman i może zrobić mi drinka… poprosiłem wiec.
przy płaceniu rachunku okazało sie ze na rachunku nie ma Longa.. ale jest cos innego za sume dwóch dan.
przyzwyczajeni do tych ‘pomyłek’ poszliśmy do kelnera… i dowiedzieliśmy sie ze to właśnie… jest moj drink..
pierwszy raz piłem drinka który ceną przewyższał obfitą kolację którą właśnie zjadłem.

PS.
NIC nie przebije czegoś co dziś widziałem i słyszałem…
szliśmy wzdłuż plaży kiedy spod palmy usłyszałem muzykę… grupka czarnoskórej młodzieży siedziała z gitarami i grala…
Redemption Song…
song:

Bob Marley - Redemption Song

panorama

frankofobia

Posted in Uncategorized by kane on the February 28th, 2008

notki były wspaniałe, bogate w trudne słowa i ostre komentarze…

wczoraj jednak miałem szkolenie z zasad zachowywania tajemnic służbowych.. i wszystko poszło do kosza.

Chwilowo z planów półrocznego projektu za granicą nie zostało nic.

Godnym zauważenia jest fakt przejścia na drugi szczebel profesjonalizmu w karierze konsultanta. Od tygodnia mój pasek ’start’ jest na prawej krawędzi ekranu.

song:

Danzig - Thirteen

Im not stupid.. I am just unlucky when Im thinking.

Posted in życie by kane on the January 21st, 2008

BYł sobie w internecie serwis.

Blog w zasadzie. Prowadzony przez osobę o dość specyficznych poglądach i potrzebach.
Czytelnicy wymieniają się komentarzami, pozostawiając po sobie maila.

Bierzesz takiego maila i po pięciu minutach jesteś na fotoblogu osoby, która ‘anonimowo’ zostawiła komentarz w serwisie przeznaczonym dla ludzi dorosłych.

Życie było spokojniejsze gdy dzieci na komunie dostawały rowery.

Next Page »