War Journal


koniec stulecia predkosci nabiera…

Posted in Uncategorized by kane on the December 29th, 2005

i po swietach.

bylo tradycyjnie, wielkie porzadki, wielkie obzarstwo, wielkie sprzatanie i wielkie zaskoczenie ze siostra wyjechala i zostawila nas ze ’swoim’ psem. tak wiec zero zmian.

juz wiem co jest najgorsze w byciu pracujacym studentem.

otoz najgorsze jest to ze nie ma tloku w metrze. normalna koleja rzeczy bylo to ze rano wciskales sie do metra i w mnogosci podlych facjat zawsze mogles znalesc taka ktora wygladala gorzej od twojej.

w ten wtorek wolnym krokiem wszedlem do kompletnie pustego wagonu metra, wybralem pierwsze lepsze MIEJSCE SIEDZACE i otworzylem gazete. nie tak jak zwykle, czterokrotnie zlozona, zeby nikomu nie przeszkadzala. tylko najnormalniej w swiecie rozlozylem wyborcza na cala jej szerokosc. i cholera wpienialem sie ze nikomu nie przeszkadza… bo moim wagonem jechalo raptem z 10 osob.

tak :/ cala reszta studentow miala wolne.

co jeszcze?

mam nowe uzaleznienie.

przyznaje sie bez bicia. World Of Warcraft uzaleznia. wieszalem na nim psy a po miesiacu gry cierpie gdy w pracy nie moge posiedziec na wyszukiwarkach szukajac nowych drop list.

na okres kiedy nie moge dluzej grac tez patrze juz przez pryzmat nabicia Rest Bara, a najwiekszym dramatem jest niezostawienie w nocy postaci w Inn.

jestem chory.

aaaaaaaaa… i jechalem radiowozem!!! z tylu! wiecie… plastikowe siedzenia, przezroczysta szybka i brak klamek… tak to jest jak sie jezdzi bez OC w kieszeni.

Oby byly spokojne…

Posted in Uncategorized by kane on the December 24th, 2005

jesli pragniesz…

Posted in Uncategorized by kane on the December 21st, 2005

jesli chcesz mi zapewnic niezapomniany poranek to:

ukradnij w nocy mojego klapka, pogryz go i schowaj gdzies,

pogryz patyki na male ostre drzazgi, tak zebym wdepnal w nie bosa stopa szukajac klapka,

wylacz mi ciepla wode w momencie gdy stojac pod prysznicem nalozylem sobie wlasnie pianke do golenia,

uloz plyty chodnikowe w bagnie i spraw zebym z kazdym nastepnym krokiem czul coraz glebsza wiez z solidnymi robotnikami budowlanymi.

kazda z tych rzeczy sprawi ze ten poranek bede pamietal dlugo… bardzo dlugo, a moj noz sam bedzie otwieral sie w kieszeni.

song : Mary J. Blige - PMS

o resecie co to kontrolowanym mial byc..

Posted in Uncategorized by kane on the December 19th, 2005

w sobotni wieczor miala sie odbyc nasza swiateczna imprezka.. wiecie, kazdy chcial sie wyrwac na chwile z domku, by w gronie przyjaciol napic sie winka.

w prawdzie P. wspominala cos o planowanym swiatecznym resecie, ale ja chcialem kulturalnie wypic buteleczke winka… no moze dwie.

mialo byc tak pieknie.. a wyszlo tak jak zawsze.

wiec:

na poczatku (kilka razy) zadzwonil M. ze wodka sie konczy wiec zebym lepiej sie spieszyl bo jak nic nie doniose to zle ze mna bedzie. no wiec jak juz w sklepie bylem i kupowalem im paliwo to sam tez zlamalem sie i stwierdzilem ze bede dzis drinkowal, a winka napije sie innym razem.

tak wiec przybylem. nieco spozniony, wiec pierwsze drinki byly MOCNE, zeby dogonic towarzystwo poziomem mentalnej abstrakcji. potem zaczelo sie… okrzyki ‘luuufaaa’ dochodzily zbyt czesto. zbyt czesto na odpowiedz ‘dziekuje, dzis drinkuje’ padalo ‘ojjj.. ze mna sie nie napijesz?! [trzepot rzesami]’.

potem zaczely sie opowiesci o katorgach zwiazanych z ‘rodzinnymi swietami’ (wychodzi na to ze ja mam prawdziwie lajtowa rodzinke), ktos cos wspomnial o zamykaniu roku w przeroznych instytucjach, stosunku do swoich szefow czy leniwych pracownikow, ktos chyba nawet planowal sylwka ustalac! koniec, koncow sam zaczalem wolac na kolejne toasciki i popijalem moimi drinkami. tak grubo po polnocy poszlismy jeszcze do pobliskego Tesco po kolejne baterie i nawet pomagalismy dwom Holenderkom wybrac tradycyjna polska wodke na swieta (Chopin przegral z Wyborowa)… cholera… co robily dwie Holenderki o 2am na kabatach i czemu nie przyszly na impreze?!

ponoc caly czas trzymalem sie swietnie i nie bylo widac ze cos pije.. taaa.. a jak wstalem o 13 w niedziele to czulem sie jakby wlasnie mnie przezul i wyplul niedzwiedz grizzly.

ojjj.. P. powiedziala ze w takim stanie to mnie jeszcze nie widziala, co w polaczeniu z faktem ze widziala mnie we wszystkich stanach ludzkiego upodlenia (z wzajemnoscia, ale w koncu od czego sa przyjaciele) swiadczy o tym ze musialem wygladac paskudnie. stanelo na tym ze przy sniadaniu musialem pic z plastikowego kubeczka, bo nie chcieli ryzykowac dawania mi szkla.. ponoc tak mi lapki lataly.

jednym slowem roczny reset zaliczony.

teraz juz wiem ze sylwester bedzie spokojny, bez ani jednej przyspiewki (a wczoraj to nawet ‘List z Moskwy’ mi sie chyba wyrwal!).. a wodki pewnie znow pol roku nie rusze.

niestety nie udalo mi sie wczoraj do Tawerny dotrzec gdzie mieli Kaczmarskiego grac, ale o 19 nie czulem sie jeszcze gotow siadac za kolkiem.. tak wiec puscilem sobie ‘kosmopolaka’ i poszedlem spac.. na 10 godzin.

w poniedzialkowy poranek swiat wygladal o wiele przyjazniej.

song: Def Cut - Point Of No Return

piekno jest na to, zeby zachwycalo..???

Posted in Uncategorized by kane on the December 15th, 2005

Pisalem juz o Super Frogu spiewajacym koledy?

przyznaje sie bez bicia ze swieta mogly by dla mnie ograniczac sie do wigilijnej kolacji… no i trzech dni wolnego.

nie wiem co mnie bardziej wpienia… czy:

rodzinne Clean Up the World, czyli sprzatamy caaaaaaly dom, bo w tym roku rodzinny sped u nas.. po czym przychodzi 30 osob w ledwo co wytartych butach (przeciez nie kazesz rodzinie butow sciagac?!) i po rodzinnej kolacji dom wyglada tak jakbym przeszedl przez niego z plutonem kumpli w poszukiwaniu ostatniego piwa na swiecie.

czy tez swiateczna atmosfera, ktora opanowala nasze kochane miasta i miasteczka.

jesli juz zdarzy mi sie natrafic na cos w TV (czyt: wroce do domu, a tata akurat oglada TV) to trafiam na swiateczna promocje kawy, w ktorej to facet oswiadcza sie zostawiajac pierscionek pod filizanka, albo na reklame gdzie kupujemy telefon na swieta aby dzwonic do swojej ukochanej osoby.

rowniez samochod kupujemy po to zeby wozic wszedzie swoja ukochana i swoje ukochane, grzeczne, przesliczne dzieciaczki (wyjatkiem jest Skoda, przed ktora chyle czola…).

po chwili zastanowienia dochodze do wniosku ze ‘rodzinne swieta’ moge przezyc.

czy nie moge kupic na swieta nowego telefonu zeby pstrykac fotki ‘bialym kozaczkom’ a samochodu po to zeby pojechac 210km/h Swietokrzyskim o 3am?!

a kawe chcialbym kupic po to zeby wstac rano po tym jak bede siedzial z M. przy winku do 4am i nie mam zamiaru zapachem kawy sciagac rodzinki pod idealnie zielone pachnace drzewko choinkopodobne.

tak. jestem antyswiateczny, zaczynajac od swiat Bozego Narodzenia, przechodzac przez Haloween, Thanksgiving Day na walentynkach skonczywszy.

denerwuje mnie sztucznosc naszej cywilizaji. wydaje mi sie ze nasze miasta maja trzy opakowania.. ‘bozo narodzeniowe’, ‘wiosenne’ i ‘wakacyjne’ z mala przerwa na powakacyjno-jesienne wyprzedaze…

smetne to wszystko i smutne.

chcialbym wyjechac gdzies, gdzie nie ma swiat.. gdzie bede mogl sobie siedziec sam, obladowany ksiazkami ‘ktore zawsze chcialem przeczytac’, gdzie piwo zawsze bedzie zimne, a wino wytrawne. oczywiscie bedzie tam szybkie lacze do sciagania Lost i Desperate Housewives, ktorych die Amerikanische Schweine mnie od miesiaca pozbawiaja!!!! w takim miejscu ksiezniczka zawsze miala by miejsce do biegania, a ja nie musiabyl zerkac jakiego smiecia znow na trawniku znalazla.

ale koniec z marzeniami. za 30 minut koniec pracy, wpadam do domku i mykam na trening.. i znow zaplace za to ze inny spocony facet stlucze mi facjate lub obije zebra.

facet to serio dziwne zwierze.

PS.

zeby nie konczyc zbyt smetnie… to sylwester zawsze mnie bawil… zawsze spedzalem go w wyprobowanej paczce (i co by nie mowic, ZADNA kobieta bedaca ze mna nie przeszla zwyciesko proby sylwestra). oczywiscie najlepsze jest obiecywanie sobie ze w nastepnym roku bedziemy sie bawic grzeczniej i doroslej… jak wygladaja poranki mozecie sobie wyobrazic ;)

w tym roku zamierzamy nawiedzic Poznan.. wpierw wizytacja imprezki prawnikow (nazajutrz kto wie jakie znajomosci sie przydadza), potem impreza u stomatologow (moze jakies znieczulonko?:>) a na koniec ryneczek… profilaktycznie zamierzamy pojechac pociagiem :]

song: Jacek Bonczyk - Autoportret Witkacego

aua

Posted in Uncategorized by kane on the December 14th, 2005

jedno jest pewne…

jesli trzy dni imprezowales w krakowie i nie spales za duzo to nie powinienes pojawiac sie dwa dni pozniej na treningu Krav Magi, bo twoje opoznione reakcje moga pomoc nieco przemodelowac ci facjate..

aua…

song: Hey - ANTIBA

Krakow da sie lubic.

Posted in Uncategorized by kane on the December 13th, 2005

ten weekend spedzilem w Krakowie na zaproszenie Askani i Jovi.

bylo przesympatcznie… juz mysle o kolejnym wyjezdzie :] kurcze, maaaaaasa knajp, dobre jedzonko, piwko w studenckiem cenie i przesympatyczni ludzie (o krakowiankach nie bede opowiadal :>)..

ale od poczatku…

prosto z roboty w piatek udalem sie na dworzec PKP - Centralnym zwany… [co wytrwalsi czytelnicy juz wiedza co sie zaraz stanie…] gdzie dane mi bylo przezyc kolejna przygode z PKP w roli glownej.

tym razem mialem okazje zaznajomic sie z najnowszym wynalazkiem PKP - Biletomatem!

aaahhh… obsluguje to cos karty ‘bankomatowe’ i to nawet w dwoch jezykach!!!

i wlasnie to bylo najlepsze, albowiem miejsce przede mna zajmowala grupka studentow z Erasmusa.. Turcja, Portugalia, Hiszpania i inne wioski… jednym slowem ludzie leniwi byli i polskiego sie w mlodosci nie nauczyli.

no ale przeciez automat komunikuje sie tez po angielsku! wiec dawaj… mlodziez dzielnie przedziera sie przez kolejne etapy rezerwacji biletu i nagle ERROR! mlodziez chciala 5 biletow a tu nagle ‘transaction unsuccessful!’ ki diabel! jeszcze raz dajemy to samo…

[dla podniesienia dramaturgii dodam ze za 10 minut odjezdza moj pociag, a na CALYM dworcu padly terminale do obslugi kart.. domyslcie sie co sie tam dzialo]

i znowu ten sam paskudny zolty blad..

za trzecim razem postanawiamy zarezerwowac wpierw 3 bilety.. chwila niepokoju… i UDALO SIEEEeeee dojsc do ekranu placenia za bilety.. studenciaki twardo wybieraja znizke 50% [bo przeciez maja polskie legitki studenckie] i tu surprise rangi wynikow ostatnich wyborow prezydenckich. do wyboru masz znizke a) seniora b) na podstawie umowy H-106 (czy jakos tak). ogolnie szczeny w dol i myslenie.. co wybrac?! wciskam to drugie i na pytanie co to znaczy odpowiadam ‘who cares?’ typowe polskie zagranie, nie?

ciekawe ilu obcokrajowcow nie wiedzac co sie kryje pod H-106 zrezygnuje z zakupu zamiast wcisnac cokolwiek.

kolejne dwa bilety tez sie nam udalo spokojnie zarezerwowac.

pozegnalismy sie serdecznie i moglem przystapic do proby kupienia biletu… oczywiscie nie udalo sie, bo w calym pociagu nie bylo ani jednego miejsca, ale aby sie o tym przekonac musialem sprawdzic wszystkie mozliwe kombinacje miejsc, wraz z wstepnym wyborem sposobu platnosci..

czy tak trudno zrobic user interface ktory zamiast ‘transaction unsuccessful’ napisze ‘ni ma miejsc, kuzwa’.. mistrzostwem bylo by dodanie ekranu po wyborze pociagu ‘w pociagu zostalo: 5 miejsc w czesci dla niepalacych, 20 w czesci dla palacych’… oczywiscie nie pogniewalbym sie gdyby ktos napisal co to jest H-106, lub obok znizki seniorskiej i tej cholernej H-106 pojawila sie znizka studencka!!!

no dobra… bez biletu wcisnalem sie do pociagu, zakupilem bilecik u platynowej Pani Konduktor i ruszylem w droge…

dojechalem szczesliwie, na dworcu powitala mnie Askani z Maczkiem i poszlismy na pizze i napoje. przyznaje sie bez bicia ze tak za***** ostrej pizzy to jeszcze nigdzie nie jadlem.. a myslalem ze juz cos o tym moge powiedziec… ta pizza doslownie przepalala gardlo.. na szczescie piwa bylo wystarczajaco duzo :]

jako ze dzien chylil sie ku koncowi udalismy sie do domku gdzie zaleglem na wyrku…

rano odprowadzilem Ruda do pracy i udalem sie na podboj Krakowa.. no coz… spotkalem sie ze starymi znajomkami, zjadlem sniadanie na miescie uprzednio uporawszy sie z najwiekszym krakowskim dramatem czyli ‘do ktorej knajpy wejsc’. i tak spotkalem Szarego, Mala i Kwiatuszka, poznalem takze Robercika i Anie znanych z pewnych opowiesci ;)

potem obiadek u Madzi i ruszamy na wieczorne boje.

no powiem szczerze.. z tego co widzialem, a widzialem wciaz niewiele, to typowa krakowska knajpa/klub charakteryzuje sie tym, ze kazda warszawska (chocby nie wiem jak alternatywna) knajpa moze robic w niej za przedpokoj.. serio.

wszystko ma klimat, wystroj, fajna muzyke i malo kibli.

dokladna odwrotnosc sytuacji warszawskiej.

gdzies w nocy aby jakos dotrzec do domku wsiedlismy do busa nie zdazajac kupic przeslawnych ponoc grillowanych kielbasek, ktore zdazyly juz nawet w filmie zagrac (nie wiem jednak czy to stad pochodzi cytat ‘bo to zla Kielbasa byla’..)

rano pozwolono nam sie wyspac (wstalismy na obiad na 12 ;) ) i zostalem oddany pod opieke Jovi, ktora tez wczoraj pozno wrocila ;) i to wlasnie Ona pokazala mi moja ulubiona krakowska knajpe.. Propaganda rzadzi!!!!

niestety przed 17 trzeba bylo uciekac, wiec zostalem odeskortowany na dworzec i po zajeciu miejsca i naciagnieciu kaptura (cholernie mocne te jarzeniowki maja ;) ) poddalem sie 3 godzinnej regeneracji przy dzwiekach muzyki.

w domu jak to w domu, pies rwal papierowe reczniki, tata zapytal sie gdzie bylem ze tak pozno wracam, a mama miala dyzur.. w sumie to gdyby nie praca to bym sobie jeszcze posiedzial w krakowie :]

jeszcze raz dziekuje wszystkim ktorzy zapewnili mi swietna zabawe i uczynili ten weekend niezapomnianym! :*

kazdy facet lubi zabawki ;)

Posted in Uncategorized by kane on the December 6th, 2005

moge smialo powiedziec ze jest we mnie spory pierwiastek kobiecy… normalne jest ze ide z P. po torebke i co by sie nie dzialo i jakby M. nie krzyczal to ona ta torebke sobie kupi, bo jej sie podoba, i bez watpienia ona jej potrzebuje.. i juz. podobnie jest z bardzo potrzebnymi bluzkami itd… tak samo Rebell ma chyba z kurtkami, a kilka znajomych pan z butami.. jednak nie wiedzialem ze ze mna jest podobnie.

wczoraj wpadlem do GMu po jakies spodnie.. wracajac wstapilem do sklepu mysliwskiego bo swieta sie przeciez zblizaja… i na polce lezal ON… Smith & Wesson Extreme OPS, (oczywiscie wersja na rynki europejskie ma inne wykonczenie). oczywiscie posiedzialem chwile w sklepie.. poogladalem multitoole o ktorych myslalem jako o prezentach, zobaczylem nowa kolekcje butow od 5.11, w koncu poprosilem o podanie Smitha… ulozenie dloni, maly ruch kciukiem, dzwiek blokady.. ahhh TEN dzwiek.. kurcze.. tak zamykaja sie drzwi w jaguarach… to tego typu dzwiek. wiedzialem ze bez niego nie wyjde. oczywiscie szybko stwierdzilem ze w moim boosterze zaczyna padac blokada i przeciez powoli zaczyna sie robic niebezpieczny, bo ja to pamietam o niej, ale co bedzie jak pozycze go komus i on nie bedzie wiedzial? przeciez nie moge kogos narazac!

tak wiec rozgrzeszony wyciagnalem karte pudeleczko wrzucilem do plecaka a Smitha do kieszeni.

zdecydowanie nie jestem normalny.

songs:

Buena Vista Social Club

Massive Attack - Greatest Hits

Cup Of Tea - Another Compilation

jako dodatek kilka fotek z rejsu:

kapital zalatwil zalodze kolacje, sniadanie i obiad.. i tak przez dwa tygodnia,

jak wyzej,

te to maja zapasy energii,

pic mozna bylo tylko w portach, wiec trzeba bylo sie spieszyc,

Gedania zwiedza Dublin,

moja wachta. czyli oni brudza w kambuzie, a ja sprzatam,

na kompie nawet pinballa mielismy,

zwroccie uwage na te zmeczone oczka :D ,

marzenie,

Piotrek - Mistrz Patelni Wszechwag,

Piotrus _ Mistrz Patelni Wagi Lekkiej,

umowmy sie ze ktos fotografowal zachod slonca,

kabestan po nocy,

…pol godziny pozniej,

i tak co rano,

..do znudzenia ;) ,

wiec to nie tylko w warszawie tak robia?!,

jedno z marzen spelnione,

plywac to plywa.. ale dzial to im Niemcy nie zwrocili.. ;) ,

za chwile na poklad wkroczy trojka znajacych angielski francuskich zolnierzy z zerdzewialymi pistoletami, wysztalceni przedstawiciele wojowniczego narodu,

najwieksza sluza w jakiej bylem…,

Teletubis, czyli bosman jego mac…

widoczki,

widoczki,

sniadanie przywiezli,

w zeszlym roku desantowali sie na linach na poklad. w tym roku napuscili na nas kuter poscigowy,

pierwsza impreza integracyjna,

oldschool?:>,

widoczek,

nastepny widoczek,

dublinskie malowidla,

to sie nazywa ladny front knajpy,

jak wyzej,

droga,

..chyba na ostroleke,

centrum sterowania,

u steru,

jak sto lat temu latarnia ciagle niesie nadzieje,

Gedania i Pogoria,

znowu Francja,

A to Polska wlasnie.

Posted in Uncategorized by kane on the December 5th, 2005

wrocilismy z wakacji, skonczylismy urlop, wrocilismy do pracy, poszlismy do wyborow, dwukrotnie przegralismy, utknelismy w bagnie na najblizsze kilka lat.

nie zamierzam sie tutaj tlumaczyc z moich pogladow politycznych, osobiscie przyznaje sie ze znam trzy osoby ktore oddaly glos na prezydenta elekta i komplet jego czesci zamiennych. jestem jednak osoba na tyle tolerancyjna ze nie bede stawial na nich krzyzyka.. ;) ciesze sie jednak ze nie jestem osamotniony i wiem ze niektorzy mysla jeszcze racjonalnie. dziekuje Tomaszowi Kwasniewskiemu za danie mi tej wiary.

W pracy jak to w pracy, amerykanie kolejny raz daja dowod swojego debilizmu, jestem przekonany ze oni sie tam w rodzinach parza, bo nie widze innej drogi wytlumaczenia tak bezdennej glupoty pracownikow naszych szanownych kooperantow. no ale ja im partnerow nie wybieram.

Juz niedlugo swieta, w tym roku koledy zaspiewa nam Crazy Frog. Z utesknieniem wyczekuje momentu gdy zobacze swiateczna maskotke w osobie filtru silnikowego. wtedy bede mogl spokojnie siegnac po bron i rozpoczac dzielo ekterminacji, ludzkosc siegnie dna.

co dalej?

rzucilem sie w wir zajec… codziennie jakies zajecia sportowe, wolny mam weekend, czuje sie zajebiscie, widze rezultaty i mam powera na wszystko. a w weekendy odbijam sobie wszystko… czasem tylko zaluje ze w poniedzialek trzeba pojawic sie w robocie.

oczywiscie obiecuje sobie co tydzien ze to w TEN weekend zajme sie blogiem i zrobie porzadek z kodem, ale zaraz okazuje sie ze dzwoni taki Retro i mowi ze wlasnie Rogala zgarnal z lotniska i ze mam byc za godzine na piwie… no i oczywiscie wracam potem spacerkiem z kabat bo ‘Znow spoznilem sie na pociag i odjechal juz…’ i tak cos zawsze wypada… no coz.. na odpoczynek kazdy z nas bedzie mial czas po smierci.

amen.

PS.

pamietajcie. Dobry chomik to martwy chomik!

Swieza krew.

Posted in Uncategorized by kane on the December 5th, 2005

w wakacje pozmienialo sie tez w moim domu. na zasluzona emeryture odszedl Azrael. na jego miejsce pojawil sie nowy mozg elektronowy o nazwie kodowej Nomoz. no ale zeby nie pograzac sie dalej (chyba nie chcecie sie utwierdzac w przekonaniu ze naleze do osob ktore nadaja imiona swoim komputerom?) przejde do drugiego nowego goscia w moim domu.
tak wiec… w domu pojawil sie nowy czworonog. nazywa sie Bora, chociaz rownie czesto jest nazywana Psota lub Panna Ciekawska. Czasem nawet gorzej zwlaszcza jak przegryzie kabel, ktory facet siostry z uporem ukladal wzdluz calego mieszkania.
Bora ma talent do gryzienia wszystkiego co tylko jest w jej zasiegu, zabierania kapci, denerwowania mnie zasmiecaniem calego mieszkania (jestem pewien ze robi to specjalnie i mam na to dowody).
Chwilowo pozera wszystko rosnie jak na drozdzach i walczy o miejsce w naszej rodzinie.. chwilowo jestem jedynym ktory oparl sie jej urokowi i nie wpuszcza do pokoju, moze dlatego tak mnie nie lubi?:>
mam nadzieje ze uda mi sie namowic rodzine na wyszkolenie malenstwa nim malenstwo nabierze zbyt duzo sily i zacznie nami rzadzic.
czas pokaze jak mi to wyjdzie.
PS.
pamietajcie. Dobry chomik to martwy chomik!

http://www.chomiks.com/

PS2.
kilka fotek Niszczycielki:
pierwsza fotka.. jeszcze malenstwo nikt nie przypuszczal co z niej wyrosnie..
z wlascicielka..
spiaca krolewna
fajne klapki siostra miala
a mama zakupy….
ta kanape tez lubilismy..

Next Page »