War Journal


“mów mi to codzień: oni górą”

Posted in polityka by kane on the October 23rd, 2007

Nadal nie mogę uwierzyć, że Polacy poszli do urn i zagłosowali.

Miałem już gotową notkę na wypadek jakby Kaczyński w sobotę odpalił bombę, użył partyjnej telewizji, zmobilizował wojsko…

Notka miała postać piosenki autorstwa Jacka Kaczmarskiego, napisanej po 13 grudnia - do którego tak chętnie odwoływał się Kaczyński.

Piosenka jest wyjątkowa z pewnego powodu. Chyba w żadnym innym utworze Kaczmarskiego nie ma takiego ładunku nienawiści. To już nie zagrzewanie do walki, wieszczenie zwycięstwa. To opis tego co się stanie jeśli się dorwie wroga w swoje łapy.

I sądzę, że właśnie to bym widział na ulicach, gdyby dwa dni temu obecny rząd utrzymał władzę.

Jacek Kaczmarski - “Prośba”

Mów mi to co dzień: oni górą
Jakbyś w twarz raz po raz mi pluł.
Chrzest dadzą bezimiennym murom
Seriami kul tłum tnąc na pół.
Postawią miasta sierocińców,
Nabierze mocy życia smak.
Nim wyjrzy ludzka twarz zza sińców:
Mów mi, ach mów, że będzie tak!

Przy podpalonych bibliotekach
Lud sine ręce będzie grzał
I odnotuje to bezpieka
Kto przy tym płakał, kto się śmiał.
Dawnych znajomych nazwiskami
Mignie rubryka - zawód: kat
A nas obwoła ktoś zdrajcami,
Mów mi, ach mów, że będzie tak!

Nasi najbliżsi w łapach hycli.
Cośmy robili - śledztwo trwa.
W przedszkolach gwiazdka dla milicji,
Wojsko na placach i we snach.
Starcy mrą niepotrzebni światu,
Co dotąd przecież krążył wspak.
Zamiast “Jak się masz!” - “Dać go katu!”
Mów mi, ach mów, że będzie tak!

Bo kiedyś może się przydarzyć
Że z którymś z nich powtórzę błąd
Szukając uczuć w jego twarzy
Zamiast go zabić z zimną krwią.
Zamiast zacisnąć drut na szyi
I krtań w ostatni skręcić krwiak.
Chcę słyszeć, jak przed śmiercią wyje -
Mów mi, ach mów, że będzie tak!

Jacek Kaczmarski
27.1.1982

w oczekiwaniu na drugą Irlandię…

Posted in polityka by kane on the October 21st, 2007

WYGRALIŚMY!!

i tyle.. mam nadzieję że wreszcie o którymś rządzie powiem, że jest mój.

Przegrany oczywiście musiał się brzydko chwycić i porównać wygranych do morderców Popiełuszki… ale cóż.. mężczyznę poznaje się po tym jak kończy ;)

Z katarem, gorączką, ale kładę się szczęśliwszy….

praca.

Posted in życie by kane on the October 19th, 2007

Nie napiszę że mam fajne warunki w pracy,
ani że firma płaci za szkolenia, wyjazdy itp.
Nie napiszę słowa o imprezach,
ani o tym ze każdego możesz zawsze poprosić o pomoc…

Napiszę, że niemal w każdym boxie masz motocyklistę, który zawsze chętnie podzieli się wiadomościami i spostrzeżeniami,
a na pięciu sąsiadów.. troje ma w laptopach dyskografię Kaczmarskiego.

i już nie czuję się w pracy sam.

Tired Of Being Alive

Posted in muzyka, życie, dwa koła by kane on the October 17th, 2007

Nowa praca daje w kość.
Przez tydzień napisałem więcej kodu w Javie niż przez pięć lat studiów.
Atmosfera świetna i nawet nie zauważam jak zostaję w pracy po godzinach…

Nawet najwyżsi managerowie i zarząd pyta się jak leci, piją z tobą na imprezach integracyjnych i odwożą do domu, jeśli oni dziś prowadzą ;)

Ogromne wrażenie robi też współpraca z całym światem. Jeśli w czasie telekonferencji wychodzi konieczność wysłania trzech osób do Genewy na tydzień to reakcją jest wyłącznie zrezygnowanie ‘bo Gośka znów się wścieknie, bo przecież dwa tygodnie temu wróciłem z Barcelony.’ Tak więc zaczynam uczyć się kolejnego języka i piąć się w górę ;)

Chwilowo weekendy planuje na dwa tygodnie naprzód, bo nagle wysyp imprez i zaproszeń :)
Na szczęście czasem znajdzie się czas na spontaniczne spotkanie z D$, rozmowy przy kilku butelkach i spacer po ursynowie z pieśnią na ustach (czy to była celina? a może notoryczna narzeczona? … a może gdy nie ma dzieci w domu? :>)
Dziś kupowałem prezent dla Młodej - imieninowy.
Coś mnie tknęło (a może to nastrój przygnębienia sprawił) że zapytałem się czy może mają coś Danziga, Glena Danziga. Koleś z informacji zaraz się ruszył i zaczął opowiadać że oczywiście że mają, że on uwielbia Danziga, że właśnie pojawił się dwupak zagubionych i nigdy nie wydanych na oficjalnych płytach kawałków…

Tak więc właśnie siedzę i słucham nagrań które pamiętam z czasów kiedy przegrywało się je pięć razy z kaset magnetofonowych… bo o płytach CD  jeszcze wtedy w Polsce nie słyszano ;)

Zgrałem już wszystko na laptopa, aby zawsze mieć to pod ręką.. sprawdzam datę nagrania 1988.

To są dobre roczniki.

no to z pozytywów.

Odeszło od nas kolejnych dwóch motocyklistów.
Już to pisałem. Widziałem człowieka ledwie kilka razy, a jednak zostawia to ślad. Co innego jeśli jesteś członkiem milionowej społeczności kierowców samochodów, a co innego jeśli pozdrawiasz każdego jadącego z naprzeciwka motocyklistę.

do zobaczenia Roads!