War Journal


zakochałem się bez wzajemności

Posted in dwa koła by kane on the June 24th, 2008

ehhh… głupi ja wczoraj wziąłem do ręki jakiś magazyn dla dorosłych chłopców i była na rozkładówce…
http://vd-classic.motorcycle-blog.fr/page2.html
nie mogłem wczoraj zasnąć.. rum nie smakował jak przedwczoraj, KM nie śmieszyło jak kiedyś..

:(
zdaje się że na zimę zamknę się w garażu i na wiosnę wyjadę z niego na mojej suczy zrobionej na kształt:

drogie bravo, pomóż….

Tired Of Being Alive

Posted in muzyka, życie, dwa koła by kane on the October 17th, 2007

Nowa praca daje w kość.
Przez tydzień napisałem więcej kodu w Javie niż przez pięć lat studiów.
Atmosfera świetna i nawet nie zauważam jak zostaję w pracy po godzinach…

Nawet najwyżsi managerowie i zarząd pyta się jak leci, piją z tobą na imprezach integracyjnych i odwożą do domu, jeśli oni dziś prowadzą ;)

Ogromne wrażenie robi też współpraca z całym światem. Jeśli w czasie telekonferencji wychodzi konieczność wysłania trzech osób do Genewy na tydzień to reakcją jest wyłącznie zrezygnowanie ‘bo Gośka znów się wścieknie, bo przecież dwa tygodnie temu wróciłem z Barcelony.’ Tak więc zaczynam uczyć się kolejnego języka i piąć się w górę ;)

Chwilowo weekendy planuje na dwa tygodnie naprzód, bo nagle wysyp imprez i zaproszeń :)
Na szczęście czasem znajdzie się czas na spontaniczne spotkanie z D$, rozmowy przy kilku butelkach i spacer po ursynowie z pieśnią na ustach (czy to była celina? a może notoryczna narzeczona? … a może gdy nie ma dzieci w domu? :>)
Dziś kupowałem prezent dla Młodej - imieninowy.
Coś mnie tknęło (a może to nastrój przygnębienia sprawił) że zapytałem się czy może mają coś Danziga, Glena Danziga. Koleś z informacji zaraz się ruszył i zaczął opowiadać że oczywiście że mają, że on uwielbia Danziga, że właśnie pojawił się dwupak zagubionych i nigdy nie wydanych na oficjalnych płytach kawałków…

Tak więc właśnie siedzę i słucham nagrań które pamiętam z czasów kiedy przegrywało się je pięć razy z kaset magnetofonowych… bo o płytach CD  jeszcze wtedy w Polsce nie słyszano ;)

Zgrałem już wszystko na laptopa, aby zawsze mieć to pod ręką.. sprawdzam datę nagrania 1988.

To są dobre roczniki.

no to z pozytywów.

Odeszło od nas kolejnych dwóch motocyklistów.
Już to pisałem. Widziałem człowieka ledwie kilka razy, a jednak zostawia to ślad. Co innego jeśli jesteś członkiem milionowej społeczności kierowców samochodów, a co innego jeśli pozdrawiasz każdego jadącego z naprzeciwka motocyklistę.

do zobaczenia Roads!

Pierwsza trasa.. i gleba.

Posted in życie, dwa koła by kane on the August 27th, 2007

Inka, którą możecie zobaczyć tutaj: http://www.bikepics.com/members/wr0na/ nie jest już taka gładka…
Na dekielku pojawiły się dwie maaluutkie ryski ;)

Byłem wczoraj z M. na małym wypadzie na ‘późną colę w Puławach’ i wracając do domu miałem spotkanie z asfaltem.
Jak to się stało?
Są jak zawsze dwie wersje. Jedna jest taka że skręcając w lewo M. zajechał mi drogę i musiałem hamować aby w niego nie przydzwonić.
Druga natomiast mówi że nie przewidziałem że M. może się zatrzymać bo uzna że nie przeskoczy przed samochodami i tym samym stanie na moim torze jazdy, a ja za wcześnie ruszyłem i chcąc czy nie, byłem zmuszony wcisnąć hamulec przy skręconej kierownicy.
Oczywiście skończyło się to okrzykiem ‘O jejuśku’ i grzmotnięciem bokiem o asfalt. Na szczęście prędkość była tak mała, że motocykl praktycznie położyłem, więc i uszkodzenia są minimalne (dwie wspomniane rysy).

Taka trasa to piękna szkoła. Niby sierpień, ale wracając już musiałem zajechać na stację i wypełnić kurtkę i spodnie gazetami, ręcznikami papierowymi i czymkolwiek co sprawiało że wiatr nie będzie wyziębiał mnie w sekundę.

Nie ma jednak nic piękniejszego od jazdy na nakedzie w stronę zachodzącego słońca.
Widzieliście z pewnością jakieś filmy na których motocyklista odjeżdża w dal przy smętnej gitarowej muzyce.
Powiem Wam, że nie ma w tym żadnej przesady. Nie wiem ile razy nuciłem wczoraj Jeźdźców Burzy, albo Cave’a. Po zmroku Loverman czy Low Man’s Lyrics nie schodził z moich ust…
Częściowo dlatego że pasowały do nastroju.. a po części dlatego że było mi przeraźliwie zimno.
Jadąc na motocyklu odkrywasz na przykład pogodę.
Jadąc w stronę Puław o 18, w słoneczku jechaliśmy 120km/h.. potem robiło się już zimno.
Godzinę lub dwie później wracaliśmy. Nie było już słońca. Prędkość znów wyznaczał próg odczuwalnego zimna.. tyle że tym razem wszyscy nagle zaczęli mnie wyprzedzać, spojrzałem na zegary.. to już nie było 120km/h tylko 60km/h.
Prędkość zmniejszyła się dwukrotnie.. dopiero zjazd na stację, wypchanie kurtki i spodni gazetami, ręcznikami papierowymi pozwoliło ruszyć w trasę bez ryzyka hipotermii czy bezpłodności.
Oczywiście o wszystkim tym czytałem dwa miesiące temu w ‘Motocykliście doskonałym’… tyle że wtedy byłem przekonany że autor pisał o bezkresnych pustyniach ameryki… a nie podwarszawskich trasach.
Jedno jest pewne. na następną trasę nie ruszam się bez kurtki w wersji ‘cold’ i zrobionych z czegoś rajtuz.

To wciąga.