War Journal


o granicy, która dzieli Europę na wschodnią i zachodnią…

Posted in miejsca, imprezy, życie by kane on the May 7th, 2007

O granicy, która dzieli Europę na wschodnią i zachodnią…

Część weekendu majowego spędziłem w Belinie.
Kolega kupił mieszkanie i była mała parapetówka.
Nie wiem czemu, ale od zawsze Berlin kojarzył mi się źle. W sumie byłem tam raz jako dzieciak i niespecjalnie mam prawo coś pamiętać, może to sprawa słynnych piosenek ‘Berlin zachodni, berlin zachodni. Tu stoi Polak co drugi chodnik’?
Pierwsze co czujesz to przyspieszenie po przekroczeniu granicy. Podróż pociągiem jest wciąż trzykrotnie tańsza i przy tak krótkim dystansie czasem nawet bardziej opłacalna czasowo. Kłopot w tym, że po polskich torach sztandarowy pociąg polskich linii Euro City szarpie jak subaru impreza na puławskiej w porannym korku. Kawy zamawiać nie ma sensu, bo połowę i tak znajdziesz na stoliku.
Tuż po przekroczeniu granicy, dostajesz nową ciuchcie do zabawy i nagle pociąg staje się szybszy, cichszy i podróż jest przyjemnością.
Jedna uwaga. Na terenie Polski, wszystkie komunikaty podawane są po polsku i po angielsku. Po stronie niemieckiej, wyłącznie po niemiecku.
Żeby zakończyć temat PKP… w drodze powrotnej o 40 minutowym opóźnieniu związanym z przebudową torowiska poinformowano nas w momencie jak pociąg stanął na mijance. Jakby nie można było tego zrobić w momencie wyjazdu aby dać ludziom godzine więcej na zmianę biletów albo poinformowanie kogoś!

ale ok. jesteśmy w Belinie.
Pierwsze co widzisz to dworzec główny.
Każdy berlińczyk twierdził że utopiono w nim kilkanaście milionów za dużo ‘i w sumie to po cholerę go stawiali, skoro jest już dworzec wschodni i zachodni?!’ coż. mieszkaniec Berlina nie doceni fenomenalnej organizacji dworca, informacji w kazdym języku na każdym kroku, podświetlanych tablic wskazujących perony, tak że nawet jeśli nie znasz liczebników w żadnym języku, ale masz bilet to sobie poradzisz.
Co by nie mówić, to komunikacja jest czymś co Niemcy powinni opatentować i uczyć inne kraje jak budować sieci komunikacji miejskiej.

Samo miasto jest… nieprzyzwoicie piękne.
Nie mówię tu o poziomie życia, o tym że na światłach widzisz trzy BWM serii 7, a za nimi Porsche. Raczej o tym, że każdy uliczny kosz na śmieci występuje w czterech odmianach. Przetwarzanie odpadów widać na każdym kroku.
Jestem niemal pewien, że o ile mogę przebiec przez ulicę szerokości Marszałkowskiej na oczach policjanta, a ten nie zareaguje (jak sie potem okaże, berlińska policja ma inne rzeczy do roboty), ale mogę się założyć, że wyrzucenie papierka na ulice kończy się publiczną chłostą i trzema dniami karceru.
Moja wizyta przypadkowo zbiegła się z Corocznymi Zamieszkami zwanymi też Dniem Pracy. Zwiedzając miasto zobaczyłem betonowe zapory przeciwczołgowe ustawione na jednej z ulic. Zapytałem się gospodarza czy to w związku z tymi zamieszkami, a ten odpowiedział, że nic podobnego, tyle że czterysta metrów dalej jest ambasada brytyjska no i tak te blokady stoją tu od czasów ‘11 września’, i żebym sie nie dziwił bo nie widziałem jeszcze ambasady amerykańskiej.
Pamiętam jak czekając na Naffi mogłem obserwować zabezpieczenia ambasady amerykańskiej, ale w porównaniu z zamknięciem dwoch ulic w środku Berlina to polskie zabezpieczenia są… rozbrajająco rozczulające (co nie zmienia faktu, że wolę nasze rozwiązania ;) )
Berlin jest również niesamowicie bogaty jeśli myślimy o mniejszościach kulturowych, nie mamy tam ‘knajpy chińskiej’ tylko wyraźny podział na chińskie, wietnamskie, tajskie, japońskie, kuchnie laosu. Usiadłem ze znajomymi w piątek i zapytałem się kiedy widzieli ostatnio ‘prawdziwego punka’. Odpowiedzi były różne, od tygodnia do miesiąca, w zależności od tego czy ktoś pracuje z jednym czy nie ;) . W berlinie ilość młodzieżowych subkultur jest czasem przerażająca.
Kiedy pod sklepem zobaczyłem grupę ubraną nadwyraz kolorowo byłem przekonany, że zaraz zostanę przekonany aby dorzucić się do browara.. okazało się jednak że moje ’stosunkowe krótkie włosy’ przekonały ich, że nie warto ze mną gadać. Dopiero gospodarz wytłumaczył mi, że Berlin ma dzielnice gdzie nie wchodzi się mając irokeza, majac za krótkie włosy (bez przewodnika), gdzie nie wchodzi się nie będąc białym, czy nie wjeżdza samochodem jeśli nie słuchasz aktualnie muzyki z reklamy kit-kata.
Jednak nie wygląda to jak w Anglii, nie ma ‘gett’ a jedynie przed każdą bramą siedzi dwóch rosłych panów, pilnujących bezpieczeństwa.
Przeszliśmy się przez arabską dzielnicę chcąc zjeść coś specjalnego. Kolega mówi ze wbrew pozorom to jedno z najbezpieczniejszych miejsc w Belinie. Oczywiście mój instynkt szalał widząc przy każdej knajpie kolejnych goryli, ale Jens uspokajał, że ci ludzie są tak zorganizowani, że jakby przypadkowo ktoś chciał narozrabiać na tej ulicy to szybko by się to skończyło.
(offtopic: polecam wszystkim zainteresowanym psychologią, oraz tym którzy chcą żyć bezpieczniej książkę Gavina De Beckera ‘Dar strachu. Sygnały, które chronią nas przed przemocą‘)

Wieczorem poszliśmy zobaczyć jak się bawi berlińska młodzież. Zasada była jedna, trzymamy się razem, i na hasło ‘run!’ biegniemy, pytanie później. Trzy przecznice od placu widziałem takie zgromadzenie policji, że mogliby obstawić mecz Cracovii, Wisły, Widzewa i Arki Gdynia jednocześnie.
Przed placem przeszukano nas na wypadek wnoszenia szklanych opakowań.
Oczywiście w Polsce takie przeszukanie kończy się odebraniem flaszki i kaniec filma, tutaj policjant ma za sobą cały radiowóz plastikowych kufli.
Zasada jest jedna. Jeśli młodzież bawi sie grzecznie, to wszyscy są szczęśliwi. Po przejsciu przez bramki zapytałem sie Jensa, czemu koleś czeszący mnie wyglądał jak połączenie robocopa z rambo. Gospodarz spokojnie odpowiedział mi, że to kolejny środek prewencji. Każdy policjant w promieniu trzech przecznic ma pod polowym mundurem pełną zbroję bojową. Aby nie prowokować ludzi mają na sobie mundury, ale jak to powiedział, w momencie gdy ktoś podniesie kamień, to nim kamień upadnie trzystu chłopa zdziera z siebie mundur, łapie tarczę i z każdej uliczki wylewa się na Ciebie czarna fala policji.
Zasada, jak to w państwie prawa jest jedna, nie wolno wnieść szklanej butelki, bo ta zagraża policjantowi. W środku tłumu jest masa punków z taką ilością kolców na kurtkach że wystarczy na wyposażenie dziesiciu zespołów heavymetalowych, oraz masa łysych kolesi podobnie wyposażonych, ale nikt nie interesuje się co się stanie jeśli te dwie grupy pójdą na siebie. Przyjdzie policyjny walec i wyrówna.

Ogólnie byłem zafascynowany miastem…. tyle, że czegoś mi brakowało.. w końcu gdy już nad ranem wracaliśmy do domu i niemiecki mieszał się każdemu z angielskim, holenderkim, polskim szliśmy sobie bulwarem i w blasku świtu zobaczyłem je… wymsknęło mi się (okazało się że tym razem po polsku) ‘no panowie… właśnie widziałem parę pięknych nóg’… reakcja była do przewidzenia.. ‘hihi… dziękuję!’.

Wracając do domu odwiedziłem toaletę w sztandarowym pociągu EuroCity… sprawdziłem bilet. Nie pomyliłem tarsy.. to nie transsyberia, tylko pociąg, który ma wozić ludzi na Euro 2012.
Tylko czemu zamiast toalety widzę wiadro?!

A w lipcu już planujemy Amsterdam.
——
Andrzej Lepper powiedział: ‘Droga ma być i już! trzeba postawić Unię przed faktem dokonanym!’

‘jak zdobyć certyfikat w 30 minut’ lub ‘na szczescie zawsze jest bramka nr 2′

Posted in miejsca, imprezy, życie by kane on the January 30th, 2007

No i po wycieczce…

W XXI wieku prościej i szybciej spotkać się z kilkunastoma osobami z Holandii, Finlandii, Anglii i Niemiec na piwie na wyspach niż ze znajomymi w Mikołajkach.

Jak było? Bosssskkoo. Byliśmy pelni obaw, bo nagle z okazało się, ze po jawi się tylko polowa z przewidywanego towarzystwa, ale i ta polowa zdolala stworzyć niezapomnianą atmosferę.

Lot był spokojny. Z pewnym zadowoleniem przyjąłem fakt, że tym razem pilot zamierza wylądować z kompletem pasażerów, zamiast kazać im wyskakiwać na czterech tysiącach metrow. potem autokar i dwugodzinna podroż do Birmingham. W odróżnieniu od polskiego PKSu bilety można bylo (co okazalo się jedynym slusznym rozwiązaniem) wykupić przez internet. Kierowcy byli bardzo kulturalni i ściśle trzymają się rozkładu jazdy (nawigacja satelitarna w Anglii działa jak powinna… w trakcie jazdy dowiadujesz się gdzie masz korki i jakie jest przewidywane opóźnienie).

Birmingham (nazywane ‘drugim miastem Wielkiej Brytanii’) robi takie samo wrażenie jak kazde miasto w Anglii. Jednym słowem chodzisz po dywanie z gum do żucia starannie omijając uczestniczki Big Brotherowego konkursu ‘How Dark Can You Get’. Jestem pewien ze angielskie tygodniki o modzie dopuszczaja w tym sezonie jedynie trzy warianty kolorystyczne… ‘różowy’, ‘czarny’ i ‘różowy z czarnym’.

Jeśli moge powiedzieć co mi sie najbardziej podobało to powiem ‘poszanowanie prawa’. kamery są WSZĘDZIE, po mieście wieczorami krąża wielkie radiowozy oklejone bannerami ‘caught on camera’. nikt nie lapie cie za przechodzenie na czerwonym świetle (co chyba nawet nie jest zabronione tak długo jak nie wgnieciesz komus samochodu), ale zapal tylko papierosa w strefie gdzie jest to zakazane.

Wielopoziomowe parkingi są wszędzie. Za to nigdzie nie ma źle zaparkowanych samochodów. Nikomu nie przyjdzie do lba zaparkować kolo skrzyżowania. nawet na ‘piec minut’. na ulicy masz wymalowane linie ograniczające strefę parkowania i przez cztery dni nie widziałem samochodu który by wystawał za strefę zderzakiem.

Ale dalej…

  1. Aston Martin DB9 jednak potrafi zrobic wrażenie jeśli widzisz go przed soba na żywo a nie na zdjęciach.
  2. Jedyna szansa na skosztowanie alkoholu w angielskim pubie jest zamówienie piwa (najlepiej butelkowanego) lub zamówienie czystego whiskacza. próba zamówienia drinka zawierającego wyczuwalną ilość alkoholu jest skazana na porażkę. kiedy starałem sie zamówić mojego ulubionego ‘long island’ slyszalem ze albo nie maja, albo podano mi dzban do którego wlano na moich oczach szesc gotowych drinkow w butelkach i kiedy poprosiłem kelnera o jedna szklankę (zamiast czterech) to obsłudze opadły szczęki. W żaden sposób nie da sie tego porównać do ‘longa’ z Living Roomu czy TUTU. W tym przypadku zamiast ‘long island’ otrzymałem zdecydowane ‘ice tea’.
  3. Pierwsze lepsze centrum handlowe wygląda jak male miasto. łącznie z posiadaniem swojej wlasnej policji i slużb medycznych ;) nie ma szansy się w nim zgubić, bo zaraz przychodzi do Ciebie pracownik w odblaskowej kamizelce i pyta się czy przypadkiem dostąpi zaszczytu udzielenia ci pomocy. nie ma tez przepychanek do schodów ruchomych bo w weekend ustawiane są specjalne taśmy regulujące kolejki do takowych….
  4. Z drugiej strony tylko tam widzialem schody ruchome zastępujące sześć normalnych schodków… oraz lagodny podjazd umieszczony tuz obok.
  5. zostaliśmy maniakami Munchkina. jeśli masz 5 osób i lubicie gry to nie ma niczego lepszego! my graliśmy w 10 i przegraliśmy pól nocy i kilka flaszek. gra nie wymaga ŻADNYCH zboczeń typowych dla karcianych RPG. reguły są tak proste że możesz grac w to z Ashley Simpson. Śmiechu jest masa, gra jest totalnie nieprzewidywalna i wciąga totalnie. po nocce przegranej w Munchkina, następnego dnia wykupiliśmy wszystkie ’startery’ jakie mieli w sklepie.

No, ale czym mowa w tytule notki?
W drodze powrotnej zdobyłem kolejny certyfikat… kolejny po LCCI z brytyjskimi pieczęciami.

Jak część z Was wie jestem maniakiem białej broni. jeśli chcesz iść spokojnie na polowanie na buty możesz spokojnie zostawić mnie w sklepie mysliwskim a potem podsuń mi rachunek jak będę oglądal nowa kolekcje nowych noży od S&W lub Cold Steel. Ponieważ jednak chciałem uniknąć klopotów zostawiłem swojego S&W w domu, wyruszyłem w podroż, spędziłem 4 dni na Wyspach i wrócilem. Świadom panującej w Polsce pogody na lotnisku wyciągnąlem z dużej torby plecak i wsadziłem do niego bluzę aby zalożyć ja przed lądowaniem. Kłopot w tym ze na samym dnie plecaka.. w najciemniejszym jego zakątku leżal rezerwowy Puma Booster. Po przejściu przez bramkę zostaly juz tylko standardowe pytania, czy to mój bagaż, czy zostawiałem go bez nadzoru itp. a potem już pani wyciągnela mój nóż, resztę bagażu, szepnela coś do radia, oddala moje rzeczy oficerowi policji, który czekal już w obstawie Dwóch Panów z Dużymi Karabinami, ktorzy nie mogli sie nacieszyć zabawa moim nożem, potem Pani wyjaśnia ze musi standardowo sprawdzić specjalnymi płynami czy moje rzeczy nie miały kontaktu z matrialami wybuchowymi i oczywiście nie muszę się niczym martwic.. bo przecież nie mam nic do ukrycia.

Zostałem odprowadzony do pokoju gdzie krzesła są przykręcone do podlogi i jeszcze połączone łańcuchami na wszelki wypadek. klamek od środka tez nie było. na wszelki wypadek, następnie przyszedł oficer policji który powiedział jasno:

  • proszę pana. w tym momencie nie jest pan aresztowany, nie postawiono panu żadnych zarzutów a nasze spotkanie ma charakter wylącznie przesluchania.
  • (zaczęlo sie nieźle)
  • będę zadawal panu pytania na które może pan odpowiedzieć.. może pan zachować milczenie lub poprosić o adwokata
  • (przyznaje sie.. musialem wytrzeć ręce w spodnie)
  • mam nadzieje ze będzie pan z nami wspólpracowal
  • (a mialem sie zapytać czy dwaj panowie z karabinami nadal czekają za drzwiami?)

Potem przeszedł do rzeczy.

  • informuje pana ze zostal pan zatrzymany w związku z faktem posiadania broni zakazanej przez brytyjskie prawo, a także w związku z próbą wniesienia tej broni na poklad rejsowego samolotu.
  • (tutaj z pewnością wyglądalem jak postać z japońskiej kreskówki. oczka na pól twarzy i szczeka pól metra niżej)
  • w takiej sytuacji mamy dwie możliwości. otrzyma pan pisemne ostrzeżenie, pobierzemy od pana próbki DNA, odciski palców, przez piec lat będzie pan musial twierdząco odpowiadać na pytanie brytyjskiego funkcjonariusza ‘czy wszedl pan w konflikt z prawem’ oraz zostanie pan poddany pelnemu przesluchaniu.
  • (no pięknie… ale koleś powiedzial coś o dwóch możliwościach)
  • a jaka jest druga opcja, sir?
  • zostanie pan natychmiast aresztowany, oskarżony o nielegalne posiadanie broni oraz odeskortowany do aresztu.. z pewnością spóźni się pan tez na samolot.

Ponieważ mam możliwość pisania tej notki popijając herbatę, jak zapewne się domyślacie wybralem wersje z przesluchaniem bez kajdanek.

Okazalo się, że w odróżnieniu od reszty cywilizowanego swiata w Anglii posiadanie noża z ruchomym ostrzem jest wykroczeniem stawianym na równi z pistoletem automatycznym.. i wiedza o tym wszyscy, poza turystami i wlaśnie dlatego Dwaj Panowie z Dużymi Karabinami z taka ciekawością oglądali moją broń. W tym momencie chcialbym podziękować mojej nauczycielce od angielskiego, która doprowadzila do tego ze bylem w stanie czytac wszystkie urzędowe pisma, rozumialem pytania z dziedziny prawa i uniknalem czekania na tumacza. chcialbym podziękować tez M. za to ze chcial kupić P. pamiątkę i zaciągnal mnie do odprawy na tyle wcześniej ze po przejściu calej procedury zostalo mi jeszcze pól godziny do odlotu. Trzeba przyznać ze w odrożnieniu od polskiej policji, brytyjska wywarla na mnie bardzo dobre wrażenie. Dyplomację maja chyba w genach. podobnie jak kierowca autobusu, ktory trzy razy pytal sie czy mamy ta komórkę którą M. zgubil na samym dnie plecaka, tak oficer ani razu nie dal znać ze coś może pojść nie tak. oczywiście na każdym kroku widzialem znaki że próba oporu czy brak wspolpracy nie ma sensu, ale jak to w moim przypadku było przy pelnej współpracy cala rozmowa wydala się nawet mila. Nie zmienia to jednak faktu, że przed następną podrożą wysypie WSZYSTKO z mojego plecaka/torby, wywrocę je na drugą stronę i będę kontrolował każdą rzecz jaką zabieram.

Po wylądowaniu znów widzialem piękne kobiety zapięte pod szyje w zimowe kurtki… co nie zmienia faktu ze wyglądaly sto razy pięknej niż ich brytyjskie koleżanki.